
Ten tydzień był bardzo smutny. W czwartek, w drodze powrotnej do domu dowiedziałam się, że umarł ojciec mojej Madzi - jednej z exsióstr. W sobotę odbył się pogrzeb, to już trzeci w tym tygodniu. Pogoda była fatalna... Wiał mroźny wiatr i od czasu do czasu padał deszcz. W gorach ponoć padał śnieg, stąd ten chłód. Myślałam, że nie będę płakać, ale jak zobaczyłam jak Magda cierpi to dwie łezki same poleciały. Drugim takim momentem był pierwszy odgłos ziemi uderzającej o trumnę, wtedy Madzi mama głośniej zaczęła szlochać i też łzy poleciały. Ogólnie Magda się trzymała w miarę dobrze ale jak ją uściskałyśmy zaczęła mocniej płakać... Na prawdę było mi jej żal, ale mogłam ją tylko przytulić i nic poza tym :( Ja czasami mam tak serdecznie dosyć swojego ojca, wyklinam na niego strasznie, ale jak i jego już nie będzie to mimo wszystko będę wyła jak bóbr... Póki co, mam nadzieję, że chwila w której któreś z moich rodziców odejdzie nie nastąpi jeszcze bardzo dłuuugo! Pierwszy raz w życiu miałam trzy pogrzeby w jednym tygodniu. Co prawda nie byłam na dwóch, jak już wiadomo na jednym nie z mojej winy, ale jednak nie byłam. Ale mimo wszystko w takich chwilach człowiek zaczyna rozmyślać, a myśli w takich okolicznościach do wesołych nie należą :( Dlatego to był smutny, i ciężki tydzień... Nie życzę takiego nikomu :(
Dzisiaj wybory, a ja nie poszłam głosować ^^ Ciekawa jestem jaka byla średnia w tym roku i jaka partia wygra wybory. Wiem że każda wymówka jest dobra, ale jakoś pogoda mnie dzisiaj nie zachęcała do wyjścia z domu... Może jeszcze jakby mama szła głosować to bym poszła z nią, ale nie też nie poszła...
I jutro znowu pobudka o 5 rano... Tym razem będę jechać sama na uczelnię, bo Doris siedzi dzisiaj w komisji wyborczej :( Mam nadzieję, że w koncu załatwię wszystko z tym stypendium... Módlcie się, żeby było mało osób w dziekanacie, albo żeby pierwsze zajęcia były tylko organizacyjnymi i skończyły się po 30 minutach ^^ Fajnie by było XD
Wczoraj dowiedziałam się, że powiesił się mój kolega z którym chodziłam do jednej klasy przez całą podstawówkę i gimnazjum. To była bardzo smutna wiadomość, mimo iż nie utrzymywaliśmy kontaktu i nawet nie mówił mi cześć już od dłuższego czasu. Długo ta wiadomość nie mogła do mnie dotrzeć... Pamiętam go z lat szkolnych jako chłopaka ogólnie wesołego i wyluzowanego... Nie miał jakoś szczególnie łatwo w życiu, ale w dzisiajeszych czasach niestety mało kto ma łatwe życie. Ponoć miał jakieś problemy, powiesił się i go nieodratowali. W czwartek pogrzeb... Ja niestety nie pójdę, bo mam zajęcia do późna. Może gdyby jeszcze nie to, że muszę zanieść wniosek o stypendium i wszystkie potrzebne do niego papiery, to bym się zdecydowała pójść, ale nie mogę bo głupi dziekanat w środy jest zamknięty a w piątek mamy wolne :( To smutne jak życie jest kruche, i jak problemy mogą przytłoczyć młodego człowieka. Czasami to mało istotne rzeczy, jednak one lubią się kumulować, nawarstwiać... A potem przygniatają człowieka swoim ciężarem :( To smutne :(
Kolejny pogrzeb, na którym mnie nie będzie...

Jestem najprawdziwszą ofiarą losu. Szczerze powiedziawszy zawsze siebie o to podejrzewałam, ale nie wiedziałam, że jest ze mną aż tak źle... Ale o tym później, najpierw podsumowanie czasu od ostatniego wpisu...
Remont z czasem dobiegł końca. Pokoje zostały ogarnięte do stanu używalności... Mój pokój również. Początkowo było ciężko układać rzeczy w nowych meblach, więc zajęło mi to ze dwa dni. Kto by pomyślał, że mój pokój jest taki duży. Wystarczyło inne zagospodarowanie przestrzeni meblami a już mam tyle miejsca na środku pokoju. Początkowo ciężko było się przyzwyczaić, jakbym nie była u siebie. Ale na wszystko przyszła pora. Teraz nowy image pokoju mi się podoba, można by powiedzieć że jestem nawet zadowolona :) tylko przeszkadzają mi te szafki a właściwie drzwi od szafek, bo w jednych drzwiach jest pęknięty jeden zawias i chciałam je wymienić, ale najgorsze jest to, że w pobliskich sklepach nie ma takich zawiasów, bo szafka zamyka mi się do środka (chodzi mi o to, że drzwiczki chowają się w bokach szafy) przez co zawiasy albo nie pasują, albo nie mają wcale takich części na stanie. Tak więc szafy będą skrzypieć i trzeszczeć i nawet WD40 nie pomoże - niestety. A od środy przecież będę się krzątać już od 5 rano, bo zaczynają się zajęcia na uczelni...
W tym czasie na działce Doris odbył się również grill. Była Aga z chłopakiem - Krzyśkiem :) W końcu miałam okazję go poznać. Chłopak przypomina mi charakterem mojego Wojtusia XD Fajnie że Adze trafił się taki chłopak... Co prawda grill zaczynaliśmy rozpalać jak była już mocna szarówka, ale fajnie było. Spaliśmy w altance ^^ Ja i Doris spaliśmy na poddaszu a gołąbeczki spały na dole... Fajnie było... Z rana strasznie zmarzł mi nos i gdzieś po kostkach ciągnął chłód, ale mimo wszystko nie żałuję xD Szkoda że już noce takie zimne są to może coś jeszcze by się zorganizowało:)
Załatwiłam już też sprawę z Urzędem Miasta. Przez dwa dni siedziałam tam po 5 godzin, ale spisałam dane potrzebne do analizy wniosków i decyzji o wycince drzew i krzewów w mieście. Można powiedzieć że badania już mam. Wysłałam dane do promotorki, bo jeszcze w tamtym semestrze powiedziała, że jak to będę mieć to powie mi co dalej, ale do tej pory nie dostałam żadnej wiadomości o.O WTF? Coś czuję, że dowiem się co i jak dopiero jak zaczną się zajęcia.
Byłam też u lekarza, ale tylko u dermatologa z tą moją cerą, bo do okulisty się nie dostanę... Zapisy do okulisty są już na następny rok, więc trochę dupnie... będę musiała pójść i się zarejestrować na termin już w nowym roku... Dermatolog był bardzo fajny, żartował i w ogóle, powiedział że to trądzik (podejrzewałam to, ale liczyłam że jednak to będzie coś mniej przewlekłego). Przepisał mi żel, który ponoć jest bardzo dobry. Za miesiąc mam iść na kontrolę. Mam nadzieję, że faktycznie jest taki dobry.
W czwartek przyjechał Wojtuś :) Przyjechał dzień wcześniej więc zrobił mi niespodziankę :* W końcu mogłam go zobaczyć po miesiącu przerwy... Niestety wczoraj już pojechał :(
W piątek zmarła moja dalsza ciotka, a przynajmniej od małego mówiłam do niej ciociu :( Dzisiaj jest pogrzeb... w tej chwili już pewnie dobiega końcowi... Miałam na nim być i ubolewam nad tym bardzo, że mnie tam nie ma. Już piszę dlaczego. Ubrałam buty na obcasie, które kupiłam rok temu, okazało się że zrobiły się już dosyć luźne, ale to nie był największy problem... Najpierw miałyśmy z mamą iść na Spokojną do piekarni - po Iwonę - i potem na cmentarz. W drodze na piekarnię odpadł mi obcas w lewym bucie... Rozumiecie to? Włożyłam go ponownie, ale odpadał mi co kilkanaście metrów!! Totalna masakra! Ale myślę sobie, dojdziemy do piekarni to Iwona może mi przybije jakimś gwoździem ten obcas, ale pech chciał, że żaden nie chciał się wbić! Zrozumcie to! Istny obłęd... I tym sposobem nie poszłam na pogrzeb, bo musiałam się wrócić do domu... Gubiąc w dalszym ciągu co jakiś czas ten cholerny obcas i robiąc sobie wstyd... Droga powrotna zajęła mi 40 minut... To była istna katorga... Dawno nie było mi tak wstyd jak co chwila gubiłam ten obcas i musiałam go jakoś założyć, żeby za kilkanaście metrów znowu go zgubić :( chciało mi się ryczeć... Jestem wściekła, że nie ma mnie na tym pogrzebie... Ale nawet jakbym się wróciła to nie zdążyłabym bo pogrzeb jest na Giżynku a nie na starym cmentarzu :(
Tak jak pisałam wcześniej, jak przyjechałam do domu panele były już położone, a Iwona zaczęła składać meble. Składaliśmy je przez kolejne dwa dni. Dzisiaj zaczęliśmy składać meble w dużym pokoju... Po całodziennym składaniu, złożyliśmy dużą szafę na ubrania, regał z drzwiczkami, dużą komodę i szafę z witryną. Zostało nam złożyć jeszcze tylko szafkę pod TV, bo okazało się, że nie spakowali w sklepie 4 nóżek, zresztą było już dosyć późno na stukanie i każdy był już zmęczony. Ja musiałam jeszcze wykrzesać z siebie trochę siły, żeby ogarnąć meble po siostrze, do których przełożyłam rzeczy zagracające moje kochane łóżeczko. Udało mi się i dzisiaj będę jednak spędzać noc w swoim pokoju i w swoim łóżeczku, więc istnieje szansa na to, że się w końcu wyśpię. Poza tym miałam sprzeczkę dzisiaj z mamą, tata mi dokuczał, że mam fajne meble (czyt. po Iwonie, więc to była ironia). Ja się wkurwiłam bo mama nie dotrzymała słowa danego mi 14 lat temu, że kupi mi meble i których się nie doczekałam do dziś. Co prawda z jednej strony ją rozumiem, że woli mi dać kasę na meble kiedy wyprowadzę się do Wojtka za rok - i to ma sens, jednak czuję się oszukana i czuję się jakby mieli mnie głęboko w czterech literach. Jeszcze jak mama zaczeła się zastanawiać czy faktycznie mi nie kupić czegoś ale we wrześniu, to Iwona na nią naskoczyła, że po co mi meble, że jak pójdę do pracy to sama sobie zarobię (ciekawe czy byłaby taka mądra jakby sama studiowała ;/) i że ja zawsze dostaję to czego chcę, że tak mnie nauczyła i inne jeszcze raniące słowa. Byłam wkurwiona, zraniona, zdołowana i czułam się potraktowana nie fair, więc kiedy skrobałam naklejki i myłam szafke i szuflady żeby mieć, gdzie pochować rzeczy, łzy płynęły ciurkiem. Dalej czuję się zmieszana z błotem. Iwona zachowała się w stosunku do mnie trochę jak suka a nie siostra... Chyba idę spać...
czwartek, 23 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 2 963
Ten blog to odzwierciedlenie moich myśli i ujście dla moich uczuć. Zamiast przelewać je na papier, zapisuję je w formie elektronicznej... To mój pamiętnik... W nim opisuje wszystko to, w czym brała...
więcej...Ten blog to odzwierciedlenie moich myśli i ujście dla moich uczuć. Zamiast przelewać je na papier, zapisuję je w formie elektronicznej... To mój pamiętnik... W nim opisuje wszystko to, w czym brałam udział w ciągu ostatnich dni lub godzin :) To po prostu moje życie, które raz bywa lepsze, innym razem gorsze, ale zawsze jest... I będzie mi towarzyszyć do końca moich dni... To cząstka mnie, którą powierzam w wasze ręce...
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: